Reforma składki zdrowotnej zaplanowana od 2026 roku wywołuje żywe dyskusje wśród polityków i przedsiębiorców. Nowelizacja, która pojawiła się po procedurach sejmowych, budzi poważne wątpliwości co do jej wpływu na budżet NFZ oraz na warunki funkcjonowania firm.
Głos polityczny – stanowisko prezydenckie i senackie
Podczas ostatniego spotkania przed Pałacem Prezydenckim, pani wicemarszałek Senatu Magdalena Biejat stanowczo podkreśliła, że nowelizacja ustawy jest „nie do zaakceptowania”. Jej wypowiedź, która znalazła oddźwięk wśród krytyków zmian, wskazuje, że reforma mogłaby pogłębić nierówności – najbardziej skorzystają przedsiębiorcy o średnich i wysokich dochodach, podczas gdy mniejsze firmy mogą ponieść konsekwencje finansowe.
W oparciu o te argumenty prezydent Andrzej Duda może zdecydować o wecie ustawy, a ostateczna decyzja zależy od dalszych obrad Senatu, które zaplanowano na 23–24 kwietnia.
Kwestie finansowe i skutki reformy
Głównym punktem spornym jest obniżenie składki zdrowotnej, co według przeciwników nie wystarczy, by zrekompensować uszczuplenie środków NFZ. Krytycy nowelizacji podkreślają, że zmiana może zmotywować pracowników do przechodzenia na samozatrudnienie – sytuacja, w której osoby zatrudnione na etacie, mimo niższych zarobków, odprowadzałyby relatywnie wyższe składki niż przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność.
Dodatkowo, naukowcy z uczelni medycznych i ekonomicznych wskazują, że potencjalne korzyści dla samozatrudnionych są minimalne – osoba o przychodach do 5 tys. zł może uzyskać ulgę mniejszą niż 150 zł miesięcznie, podczas gdy przedsiębiorcy zarabiający 30 tys. zł mogliby zyskać nawet do 1550 zł. Warto tu podkreślić, że Minister Finansów Andrzej Domański zapewnia, iż ewentualne straty budżetowe NFZ, oszacowane na 4,6 mld zł rocznie, zostaną pokryte z rezerw państwowych.












